Rok 2025 jest już za nami. Czy się cieszę? Hell, yeah! To był chyba najgorszy rok w moim życiu. Nie jestem pewna, czy jestem w stanie wskazać jakieś pozytywne rzeczy, które się wydarzyły...
No więc tak, w mojej ukochanej pracy zaczęło się wszystko sypać, w związku z czym postanowiłam coś zmienić, poszukać alternatywy z nadzieją na lepsze jutro. W końcu się udało, radości nie było końca, ale czy na pewno? No nie. Znacie to powiedzenie wpaść z deszczu pod rynnę? No właśnie... Po trzech miesiącach koszmarnego okresu próbnego musiałam odejść, no i sobie tak teraz siedzę na bezrobociu, bo jak się okazuje, o pracę teraz wcale nie jest łatwo...
Całkiem niedawno Skończyłam studia podyplomowe, na kierunku, który kochałam, oddawałam się temu całym sercem. Ale, ale, drodzy państwo, brać optyczna wkroczyła cała na biało regulując mój zawód i sprawiając, że rynek się zepsuł. Co za pech, prawda?
Wisienką na torcie mojej udręki był przełom września i października. Moja kotka zachorowała. Mogłoby się wydawać, a co tam, to tylko kot, weterynarz wyleczy. Po pierwsze, nie tylko kot, ale członek rodziny - cudowny, wspaniały, jedyny w swoim rodzajui Kotek, który żył sobie najlepszym żyćkiem, dając radość wszystkim dookoła. Po drugie, niestety wet nie wyleczył. Pomimo chemii, pomimo tony leków, które pakowano w to małe ciałko, rak okazał się niezwykle agresywny. Dwa dni przed wigilią musieliśmy pożegnać tego małego paprocha, co było niezwykle trudne. Nawet teraz na myśl o tym do moich oczu zaczynają napływać łzy.
Nie chcę się użalać nad sobą. To było zwykłe podsumowanie, rozliczenie z tym demonem, który ciągle siedzi na moim ramieniu. Wierzę, że rok 2026 spojrzy na mnie łaskawszym okiem, że w końcu będę mogła czerpać radość z moich pasji, rozwijać się zawodowo i że w końcu słońce się do mnie uśmiechnie.
No i może uda mi się napisać tutaj więcej niż ten jeden post.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz